[Kopenhaga] Życie po duńsku

Dania do kraj skandynawski, zimny, ponury i szybko robi się tam ciemno, a jednak Duńczycy uważani są za najszczęśliwszy naród na świecie. Jaki jest klucz do szczęścia Duńczyków? Dzisiaj polecajka książki, trochę o hygge, o nadgodzinach i o tym, dlaczego Duńczycy nie mają zasłon.



Dziękuję za takie miłe przyjęcie

Na początek ogromnie DZIĘKUJĘ! Stresowałam się bardzo tym „coming out’em” (oznajmieniem znajomym, że postanowiłam prowadzić bloga i raz na jakiś czas wrzucić też coś na YouTube) i totalnie nie spodziewałam się takiej pozytywnej reakcji. Dostałam lajki, konstruktywne komentarze i wiele przemiłych wiadomości prywatnych, które jeszcze bardziej mnie zmotywowały. Dzięki!

Dobra, to chyba tyle rozgrzewania się i zaczynam na poważnie z tym całym blogowaniem. Nie do końca wiem jeszcze co i jak, ale wyjdzie w praniu.


Rozeznanie terenu – jak przygotowywałam się do wyjazdu do Kopenhagi?

Z racji założenia bloga i planów wrzucenia filmu na YT, stwierdziłam, że pierwszy raz w życiu naprawdę przygotuję się do wyjazdu. Wpadła mi wtedy w ręce książka Helen Russell pt. „Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”.

Książka ma formę, powiedziałabym, luźnego reportażu. Mąż autorki dostał atrakcyjną ofertę pracy w Lego i z tego powodu oboje przeprowadzają się z Anglii do Danii. Helen, która jest zarówno autorką, jak i główną bohaterką książki, próbuje zrozumieć, gdzie leży sekret szczęścia Duńczyków. Akcja trwa rok i w kolejnych miesiącach bierze ona na tapet inny aspekt życia potomków Wikingów.

„Życie po duńsku” zaskakuje i wprawia w dobry nastrój. Po jej przeczytaniu zaczęłam patrzeć ze zrozumieniem na niektóre „dziwactwa” Duńczyków.


Brak zasłon w oknach i hygge

Wspominałam już o tym w filmie, ale powtórzę jeszcze tu, żeby bardziej wybrzmiało 😛 Duńczycy nie mają zasłon w oknach. Większość domów nie miała nawet firanek. Dla mnie to jest nie do pomyślenia. Wprawdzie teraz mieszkam na 6 piętrze i też nie mam zasłon, ale jakbym mieszkała na parterze, to czułabym się jakbym brała udział w Big Brotherze. Duńczycy uważają jednak, że zasłony w oknach oznaczałyby, że mają coś do ukrycia i odgradzają się od lokalnej społeczności. Dlatego też z wyjątkową łatwością mogłam zamienić się w stalkera i z ulicy podglądać jak spędzają wieczory.

Z pewnością większość z Was słyszała o „hygge”. Ostatnio wyjątkowo modne słowo i odsyłam do linka, jak jeszcze nie wiecie „z czym to się je”. Duńczycy rzeczywiście stosują się do „zasad” hygge (o ile można mówić o jakichkolwiek zasadach dotyczących odczuwania bezpieczeństwa, komfortu i szczęścia), a przejawia się to w najprzeróżniejszy sposób. Będąc jeszcze w temacie stalkowania, często widziałam, że siedzą w domach w kilka, kilkanaście osób przy stole, jedzą jakieś pyszności i rozmawiają. Do tego często zapalone były tylko lampki w rogach pokoju i świeczki, coby dodać trochę przytulności w pomieszczeniu. Żadnego telewizora w tle, żadnego siedzenia przy komputerze. Oni po prostu spędzają czas ze sobą.

Ale hygge to nie tylko świeczki, grube skarpety i grzane wino. Byliśmy któregoś dnia w Muzeum Narodowym i akurat trafiliśmy na odbywającą się tam konferencję. Spodziewałabym się na takim wydarzeniu mężczyzn w graniturach i eleganckich kobiet w szpileczkach, ale nie! Uczestnicy byli ubrani totalnie „normalnie”. Tak jakby, ośmielę się stwierdzić, wyszli z psem na spacer.

No dobra, może delikatnie przesadziłam. Chodzi mi o to, że wyglądali luźno. Wygodne spodnie, miękkie swetry, płaskie buty… I to chyba też jest hygge.


Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem…

U nas w Polsce jest kult pracy, mam wrażenie. Im ktoś jest bardziej zapracowany, tym obdarzany jest większym szacunkiem.

„Wiesz, ostatnio w ogóle na nic nie mam czasu, tyle się dzeje. Mam przerąbany projekt w pracy, robię nadgodziny, jeszcze dzieci z przedszkola trzeba odebrać i jak wracam do domu to po prostu padam.”

Brzmi bardziej ambitnie niż „Oh, ostatnio jest taki luz! W końcu mam czas, żeby posiedzieć w domu z książką, spokojnie pobawić się z dziećmi i jeszcze porządnie wyspać!”.

Duńczycy inaczej na to patrzą ich podejście jest zdecydowanie bliższe mojemu sercu. Helen Russell w swojej książce pisała, że gdy Duńczyk siedzi po godzinach w pracy, to prędzej zostanie wysłany na kurs zarządzania czasem niż usłyszy wyrazy współczucia. Ich tydzień pracy trwa 37 godzin, a w piątki wychodzą oni z pracy często trochę wcześniej, by spędzić więcej czasu ze swoimi rodzinami.


Życie po duńsku

Więcej o ciekawostkach dotyczących Duńczyków (m.in. ich specyficznym podejściu do zwierząt i interesującym sposobie wychowywania dzieci) przeczytacie w książce Helen Russell „Życie po duńsku”.

Ja tymczasem żegnam, dziękuję za odwiedzenie bloga i zapraszam ponownie już we wtorek na post koncertowo-musicalowy, natomiast w sobotę za tydzień nowy film 🙂 Wpadnijcie też na YT i na insta!


if_youtube_v2_386762instagram_icon_512

Wasza Zuzka

Jedna myśl w temacie “[Kopenhaga] Życie po duńsku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s