Piętnujcie zło nie żywiąc nienawiści – „Opera za 3 grosze” w Krakowskim Teatrze Variete

„Szanowni Państwo! Za chwilę usłyszycie operę dla żebraków. A ponieważ dzieło to wystawione zostało z tak wielkim przepychem, jaki tylko żebracy sobie wyobrazić potrafią, i ponieważ jednocześnie na tyle tanie być powinno, by również żebracy byli w stanie za nie zapłacić, nazwaliśmy ją „Operą za trzy grosze”!”


Opera żebracza

Londyn, XIX wiek. Polly Peachum wbrew woli rodziców wychodzi za mąż, po zaledwie 5 dniach znajomości, za przestępcę Mackiego Majchra zwanego Macheathem. Gdy ojciec Polly, który pod pozorem wielkoduszności bogaci się kosztem żebraków, dowiaduje się o tym małżeństwie, chce wydać Macheatha policji. Mackie musi uciekać, a Polly przejmuje jego interesy.

„Gdy poznasz biedę tę z samego dna
Zrozumiesz może swój życiowy błąd.
Uczone księgi trzeba rzucić w kąt,
Bo jaki profit ci kultura da?
Fortunę zdobądź obojętnie jak!
Kto poznał luksus ten zna życia smak!

– Mackie Majcher w „Balladzie o przyjemnym życiu”

Bertolt Brecht w „Operze za trzy grosze” obnaża przywary burżuazji londyńskiej, ale jego przesłanie jest bardzo aktualne również dziś. Pokazuje, że na świecie nie liczą się żadne wartości, a ludźmi rządzi mamona. Kto ma pieniądze, może mieć wszystko. Mackie Majcher w „Balladzie o przyjemnym życiu” stawia luksus wyżej niż wiedzę, naukę czy kulturę.

Istny cyrk

Zacznę inaczej niż zwykle. „Opera za trzy grosze” Jerzego Jana Połońskiego wręcz zmusiła mnie do zwrócenia uwagi w pierwszej kolejności na te aspekty, na które zwykle, może niesłusznie, zwracam uwagę na końcu, czyli choreografię i kostiumy.

W spektaklu dominują trzy kolory: czerń, biel i czerwień. Scenografia jest dość uboga, ale podejrzewam, że to zabieg celowy, bo kostiumy są bardzo wyraziste i zwracające uwagę, nie wspominając o charakterystycznym makijażu: bielonych twarzach aktorów, mocno zarysowanych brwiach i różowych policzkach. Autorką zarówno scenografii, jak i kostiumów jest Marika Wojciechowska.

Choreografię stworzył Jarosław Staniek we współpracy z Katarzyną Zielonką. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że choreografia to najmocniejsza strona tego spektaklu. Pan Jarosław na konferencji prasowej mówił, że inspirował się choreografią cyrkową, co rzeczywiście widać, szczególnie w „Balladzie o przyjemnym życiu”. Na scenie dzieje się dużo. Czasem miałam wrażenie, że panuje chaos i zaraz coś wymknie się spod kontroli, zwłaszcza kiedy paląca się żywym ogniem obręcz niebezpiecznie zbliżała się do kurtyny. Nad pirotechniką i iluzją czuwa Wojciech Rotowski, więc możecie mieć pewność, że będzie gorąco.

Warto zwrócić uwagę na to, że kostiumy nie mają wiele wspólnego z epoką, w której dzieje się akcja, a choreografia przypomina bardziej tańce w cyrku lub kabarecie niż tańce londyńskich wyższych sfer czasów wiktoriańskich. To wszystko wraz z charakteryzacją aktorów sprawia, że spektakl jest przerysowany, a miejscami wręcz groteskowy.

Rafał Drozd jako Mackie Majcher. Zdjęcie z próby dla mediów (15.01.2019).

Żebracy na widowni

Reżyser Jan Jerzy Połoński stworzył spektakl, który niesamowicie zaskakuje. Moją uwagę zwróciło to, że aktorzy wychodzili ze swoich ról, gratulowali sobie nawzajem po niektórych scenach, poprawiali kostiumy, spacerowali po scenie. Luźno skojarzyło mi się to z inną sztuką, w której podobny zabieg widziałam, „Cud albo Krakowiaki i Górale” w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Oprócz tego aktorzy nawiązywali też kontakt z widownią, przeciskali się między rzędami krzeseł i żebrali o pieniądze wprawiając widzów w zakłopotanie. Jeden z żebraków podszedł też do mnie i patrzył na mnie tak przerażającym wzrokiem, że byłam bliska wyjęcia portfela, żeby tylko sobie poszedł 😛

Jeśli chodzi o songi, to nie są one aż tak wpadające w ucho jak w popularnych w Polsce musicalach typu „Nędznicy” czy „Notre Dame de Paris”. Mimo to od wczoraj wciąż nucę sobie „Balladę o przyjemnym życiu” i nie może mi wyjść z głowy.

Mackie i Polly

Trafiłam akurat na Rafała Drozda i Barbarę Garstkę w głównych rolach, z czego bardzo się cieszyłam. Widziałam ich na próbie medialnej, gdzie zrobili na mnie pozytywne wrażenie i byłam ciekawa jak radzą sobie w pełnowymiarowym spektaklu. Oboje byli fantastyczni. Basia Garstka jest zachwycająca w roli Polly. Świetnie stworzyła postać z pozoru naiwnej, ale po trupach dążącej do celu narzeczonej Mackiego. Jest słodka, czasem wręcz dziecinna, ale potrafi być też przebiegła. Naprawdę z wielką przyjemnością patrzyło się na nią na scenie.

Rafał Drozd to klasa sama w sobie, jak wiadomo, i pokazał to również w tym musicalu. Jego Mackie jest niebezpieczny, okrutny, bezwzględny, ale i romantyczny. Zakazany owoc smakuje najlepiej, nie dziwne więc, że kocha się w nim tak wiele kobiet. Rafał tak mnie do siebie przekonał w tej roli, że już odliczam dni aż znowu go zobaczę na scenie. Czystą rozkoszą było go oglądać.

Zresztą cały zespół aktorki stanął na wysokości zadania. Zarówno Dariusz Niebudek, jak i Małgorzata Krzysica w rolach rodziców Polly byli świetni. Ja jeszcze czekam na kolejny spektakl, w którym zobaczę Beatę Olgę Kowalską jako Celię Peachum, bo to musi być petarda! Petardą był też Pastor Kimball udzielający ślubu Mackowi i Polly w stodole. Wspaniała postać! Kto widział, ten nie może się nie zgodzić 😀

Obsada „Opery za trzy grosze”. Zdjęcie z próby dla mediów (15.01.2019).

Polecam kupić bilet!

Podsumowując, „Opera za trzy grosze” w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego to musical niepodobny do żadnego z tych, które do tej pory widziałam. Jest przygotowany na najwyższym poziomie, zarówno technicznym jak i artystycznym. Od razu da się odczuć, że tworzyli go ludzie z pasją, dopracowując do perfekcji każdy szczegół. Spektakl zmusza do refleksji nad tym, co rządzi światem i czego tak naprawdę pragnie każdy z nas.

Naprawdę się cieszę, że „Opera za trzy grosze” grana jest w moim mieście i będę mogła przyjść zobaczyć ją jeszcze nieraz. To była najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera sezonu i absolutnie się nie zawiodłam.

Dla tych, którzy nie widzieli, przypominam o moim filmie z konferencji prasowej, w którym zobaczycie fragmenty dwóch songów, w tym mojej ulubionej „Ballady o przyjemnym życiu” w wykonaniu wspaniałego Rafała Drozda.

6 myśli w temacie “Piętnujcie zło nie żywiąc nienawiści – „Opera za 3 grosze” w Krakowskim Teatrze Variete

  1. Fantastyczny spektakl! Bardzo plastyczny, a muzyka ciągle nie może wyjść z mojej głowy 🙂 Jedyny minus – techniczny. Podczas spektaklu na którym byłam, moim zdaniem, w kilku momentach scen zbiorowych było trochę za głośno. Ale to drobiazg 🙂
    A co do musicalowych songów wpadających w ucho, myślę, że wiele tu zależy od samej ich popularności.

    Polubienie

  2. Świetny spektakl i świetna recenzja, aż chce się zawitać do Krakowa drugi raz! 🙂
    Rafał Drozd jest niesamowity, ale ciekawi nas też kreacja Przemysława Glapińskiego – wniosek jeden – musimy kupić bilety na “Operę za 3 grosze”!
    P.S. Teatr Variete ma taki fajny, “domowy” klimat, c’nie? 😉

    Polubienie

    1. Teatr Variete jest wspaniały i żałuję, że wcześniej nie odkryłam tej wspaniałości 😛 A Rafał Drozd jest głównym powodem, dla którego już trzeci raz się wybieram na „Operę za 3 grosze” xd ale Przemysława Glapińskiego też chętnie bym zobaczyła

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s