5 powodów, dla których pokochasz „Jesus Christ Superstar” (nawet jeśli spodziewasz się po nim czegoś innego)

Wiem, że zdarza się, że mój blog odwiedzają osoby, które nie siedzą aż tak po uszy w temacie musicali, ale od czasu do czasu lubią spędzić wieczór w teatrze. Widziałam też różne reakcje na samo wspomnienie tytułu „Jesus Christ Superstar”: „Nieee… to nie dla mnie”, „Na pewno nie będzie mi się to podobać”. Wydaje mi się, że jedni obawiają się creepy, uduchowionego widowiska, a drudzy wręcz profanacji biblijnej historii. Dzisiaj, zainspirowana trwającym Wielkim Postem, przekonam Was, że „Jesus Christ Superstar” to przede wszystkim historia o CZŁOWIEKU i pokażę za co ja kocham ten musical.


1. Biblijni bohaterowie w zupełnie innym świetle

Jezus jest Bogiem, Judasz to zdrajca, a Piłat odpowiada za śmierć Jezusa. Ale czy na pewno? Pamiętajmy o tym, że to NIE jest ekranizacja Nowego Testamentu. Autorzy podjęli dość kontrowersyjne decyzje przy kreowaniu postaci, ale przez to można ten musical analizować na wszystkie możliwe sposoby (a ja uwielbiam to robić 😛 ).

Glenn Carter jako Jezus i Jerome Pradon jako Judasz w „Jesus Christ Superstar” (2001)
źródło: pinterest

W JCS Judasz wydaje się być bardzo inteligentnym gościem. Owszem, pogubił się, wydał na śmierć swojego przyjaciela, inspirację, przewodnika, nauczyciela, ale on jeden spoglądał na tę całą sytuację chłodno i z dystansem. Bo zapytajmy sami siebie… Załóżmy, że Jezus przychodzi dzisiaj, naucza czegoś, co kłóci się z tym, co głoszą partie polityczne, robi sobie wrogów u bardzo wpływowych ludzi, a potem ogłasza, że jest SYNEM BOGA. Czy od razu wysłalibyśmy go do psychiatryka? Jakbyśmy go potraktowali? Jakbym ja sama go potraktowała? Na to pytanie cholernie jest mi trudno odpowiedzieć.

Oprócz tego, moim zdaniem zamiarem twórców musicalu było podkreślić ludzką stronę Jezusa, odrzeć go z boskości (czego dowodem jest miejsce, w którym musical się kończy, nie ma w nim mowy o zmartwychwstaniu) i pokazać, że zaczęło mu się wszystko wymykać spod kontroli, że jego uczniowie totalnie nie zrozumieli jego słów, a on sam był zakompleksiony. Jezus jest przedstawiony jako charyzmatyczny przewódca, ale też jako zagubiony człowiek, który nie może pojąć, dlaczego ma umrzeć za ludzi, którzy źle pojęli jego naukę.

2. Metafora

Mnie poruszają słowa Judasza, kiedy śpiewa w „Heaven on their minds”: „You begin to matter more than the things you say”. Szymon Apostoł śpiewa „Keep them yelling their devotion / But add a touch of hate at Rome”, a potem (w jednej z wersji) wyciąga karabin nie rozumiejąc, że nauka Jezusa odrzuca wszelkie przejawy agresji. To jest tak prawdziwe dzisiaj!

„Jesus Christ Superstar” jest historią o nas, metaforą naszych czasów, w których nawet ludzie nazywający siebie chrześcijanami krzywdzą innych ludzi w imię ślepej, źle rozumianej nauki Boga.

3. Anachronizmy

Tony Vincet jako Szymon Kananejczyk
w „Jesus Christ Superstar” (2001)
źródło: https://teamtonyvincent.com/jcs-film-img

Zamierzone umieszczenie anachronizmów to coś, co wyjątkowo mi się podoba w JCS i myślę, że dzięki nim przekaz musicalu jeszcze lepiej trafia do odbiorcy. W zależności od adaptacji w „Jesus Christ Superstar” pojawiają się czołgi, karabiny, telewizory, dziennikarze, żołnierze, a bohaterowie ubrani są w skórzane kurtki czy hipisowskie stroje. Albo wyglądają tak jak Tony Vincent, który jest moim ulubionym Szymonem 😛

4. Rock opera

Muzyka! Muzyka w „Jesus Christ Superstar” jest cudowna. Wiadomo, kwestia gustu, ale ja mam co jakiś czas taką fazę, że słucham całej płyty na Spotify na okrągło. Albo na YouTubie, bo dwóch piosenek na płycie nie ma: „This Jesus must die” i „Pilate and Christ”.

„Jesus Christ Superstar” to rock opera, więc znajdziecie tu klimaty rockowe, ale są też piękne ballady śpiewane głównie przez Marię Magdalenę. Żeby nie być gołosłowną, oto moja ulubiona wersja „Pilate and Christ”, a szczególnie ten moment w minucie 1:19, kiedy Piłat śpiewa „What… do… you mean by that??”. I ten jego skrzypliwy głos! No cudne to jest!

Tak, wiem, że się skupiam tylko na tej wersji filmowej z 2001 roku, ale to jest moja ulubiona adaptacja JCS. Na żywo widziałam tylko tę z Teatru Rozrywki w Chorzowie i to dawno temu. (Kuba Wocial! Czekam na JCS z Rampy w Krakowie!)

5. Mnogość adaptacji

„Jesus Christ Superstar” to jeden z tych musicali, które były wystawiane i nagrywane dziesiątki razy i można sobie do woli porównywać różne wersje. Jeśli chodzi o te filmowe, to kiedyś uznawałam tylko i wyłącznie wersję w 1973 roku z Tedem Neeley w roli Jezusa, ale potem odkryłam wersję z 2001 roku i Glenna Cartera w tytułowej roli. Mimo że nie była to miłość od pierwszego wrażenia, to nie wyobrażam sobie już teraz innego Jezusa (ale nie widziałam jeszcze Kuby Wociala w tej roli, więc nie mówię, że to mój ostateczny werdykt). Wystarczy porównać te dwie wersje „Everything’s alright”. Ted Neeley śpiewa wspaniale, ale to Glenn Carter według mnie potrafi niesamowicie przekazać emocje i 100% lepiej poradził sobie z wykreowaniem „ludzkiego” Jezusa.

(Swoją drogą… 2001 rok był 18 lat temu!!! Czujecie to?)


Czy Wy też tak bardzo kochacie „Jesus Christ Superstar” jak ja? Jeżeli jakimś cudem znalazła się tu osoba, która nie zna tego dzieła sztuki (notabene, autorstwa twóców „Upiora w Operze”), to proszę natychmiast chociaż posłuchać i obejrzeć fragmenty na YouTubie.

Jedna myśl w temacie “5 powodów, dla których pokochasz „Jesus Christ Superstar” (nawet jeśli spodziewasz się po nim czegoś innego)

  1. Jestem pod wrażeniem. Nie znam nikogo, kto jest takim miłośnikiem musicali. Dodatkowo w tak ciekawy sposób zachęcasz do chodzenia do teatru 💕

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s