Zerwałam z mięsem, po przeczytaniu TEJ książki

Ostatni raz pozwoliłam sobie na to na ubiegłej imprezie sylwestrowej. Potem stwierdziłam, że naprawdę chcę z nim zerwać raz na zawsze. Początki nie były łatwe, w końcu byliśmy razem CAŁE ŻYCIE. Zawsze wydawało mi się, że mnie uszczęśliwia, ale tak naprawdę dawałam się mu bezczelnie wykorzystywać. Ale teraz moje życie się zmieniło i nigdy za nim nie tęskniłam.

Dobra, już bez śmieszków-heheszków. Ten post jest o mięsie, a raczej o tym, dlaczego i jak przestałam je jeść. Mięsa nie jem już od 9 miesięcy, a ciągle jeszcze słyszę pytania i komentarze:
„Skąd ta decyzja?”
„No niby można nie jeść mięsa… ale po co?”
„To ty się w ogóle najadasz?”
„MYŚLISZ, ŻE NIEJEDZENIEM MIĘSA COKOLWIEK ZMIENISZ?”

Dobrze, moi drodzy, a więc zacznijmy od początku.

Mięsożerna Zuzia z przeszłości

Są takie kraje… Kiedyś były takie czasy, że nie wyobrażałam sobie nawet nie dnia, a jednego posiłku bez mięsa. W piątki przychodziłam do kuchni na śniadanie i miałam wielką nadzieję, że rodzice zapomną, że jest piątek i nie zauważą, że położyłam na kanapce wędlinę. Wpieprzanie mięsa kojarzyło mi się z siłą i bezwzględnością, a ja chciałam być silna i bezwzględna. Mam wrażenie, że wiele ludzi, nawet dorosłych, na jakimś poziomie świadomości właśnie z takimi cechami wiąże zajadanie się zwierzętami.

Mijały lata… konkretnie to minęło 24 lata, odkąd się urodziłam, i jeszcze parę miesięcy, aż pod koniec zeszłego roku ukazała się książka Szymona Hołowni „Boskie zwierzęta”. Ja od dawna jestem fanką Szymona Hołowni, ale po tę książkę nie sięgnęłam od razu. Bałam się, że ona zniszczy mi światopogląd i że zacznę się bać jeść mięso, a nie chciałam się bać jeść mięsa, bo ja za bardzo je kochałam… serio! (Wiem, że to brzmi idiotycznie.) To trochę tak, jakbym miała męża, który mnie zdradza i ja o tym wiem, ale udaję naiwną i nawet nie poruszam z nim tego tematu, bo nie chcę zniszczyć tego śmierdzącego, ale ciepłego grajdołka, który mnie otula.

Dopiero jak moja mama przeczytała „Boskie zwierzęta” stwierdziłam, że też chciałabym się z nimi zmierzyć.

Doskonale wiem, że za tę książkę po łbie dostanę od wszystkich. W pierwszej kolejności od święcących ubojnie biskupów, adorujących lisie truchła księży myśliwych oraz tych, którzy z lektury Pisma zapamiętali wyłącznie to jedno słynne zdanie: „czyńcie sobie ziemię poddaną”, a w których przekonaniu Jezus wyłącznie przez niedopatrzenie (albo spisek starożytnych wegetarian) w Modlitwie Pańskiej we frazie „chleba naszego powszedniego” nie dodał: „i wędliny”.

Szymon Hołownia, „Boskie zwierzęta”

„Klik” w głowie i wegetarianizm

Na początku trudne były dla mnie spotkania ze znajomymi, a szczególnie wychodzenie na pizzę. Podczas pierwszych tygodni kilka razy zjadłam mięso na pizzy, bo nie chciałam wywoływać sensacji. Zresztą na początku mówiłam wszystkim „Niee, ja nie jestem wegetarianką, tylko jak nie muszę jeść mięsa, to nie jem”. A co naprawdę miałam na myśli? „Nie chcę jeść tego mięcha, ale zjem, bo jestem za mało asertywna, żeby powiedzieć, że nie chcę”. No życie.

Najbardziej to ja się chyba bałam reakcji na moje powody przejścia na wegetarianizm. No bo co innego wyeliminować z diety mięso, np. ze względów zdrowotnych, a co innego ze względów etycznych. Już słyszałam te wszystkie podśmiechujki, że przesadzam, że świnie i krowy po to żyją, żeby je zjeść itp. Ale wiecie co? Nic takiego nie nastąpiło 😀 Teraz jedynie jedynie dziwię się, że temat mojego wegetarianizmu jest dalej na liście najbardziej gorących tematów podczas lunchów w pracy (po 9 miesiącach!) i cały czas muszę powtarzać:
„Nie, nie tęsknię za mięsem… Tak, da się najeść samymi warzywami i strączkami… Tak, produkcja mięsa ma negatywny wpływ na środowisko i jest to dla mnie ważna kwestia!”.

„Boskie zwierzęta”

Jeśli chodzi o samą książkę, to myślę, że jeżeli masz otwartą głowę, to nieważne, czy jesteś katoliczką/katolikiem czy nie – spokojnie możesz ją przeczytać. Owszem, książka porusza kwestię tego, jak Biblia zapatruje się na jedzenie zwierząt. Są tu przedstawione, wyjaśnione i obalone teorie Kościoła na temat tego, że Pan Bóg pozwolił nam jeść zwierzęta.

Ale Szymon Hołownia postarał się, żeby jej treść trafiła do każdego. Jeżeli jesteś osobą niewierzącą, to nie musisz rezygnować z czytania „Boskich zwierząt”. To co do mnie bardzo przemówiło i zapewne przemówi do KAŻDEGO, to rozdziały objaśniające realia przemysłu mięsnego: warunki, w jakich są przetrzymywane zwierzęta przed ubojem, absolutnie niehumanitarne sposoby ich uśmiercania, podrzynanie gardeł na żywca, to, że te zwierzęta przyjeżdżają do ubojni na wpół martwe…

Największą‌ ściemą rolnictwa przemysłowego wydaje mi się jednak zasygnalizowane już wmawianie nam, że to nadal jest rolnictwo. Wspomniane działy marketingu, PR i agencje reklamowe ubierają te regularne fabryki i korpo w świat obrazków z naszych dziecięcych wakacji spędzanych u krewnych na wsi, w agrarną mistykę sprzed stu–dwustu lat. W opowieść o zmaganiu twardego, pobożnego, wsłuchanego i wpisanego w rytm natury człowieka, w pocie czoła wypracowującego pokarm niezbędny do życia ludzkości. Gdy piszę te słowa, z Holandii docierają wieści o śmierci tysiąca dwustu świń, które udusiły się z powodu awarii wentylacji na w pełni skomputeryzowanej i nadzorowanej zdalnie tylko przez jednego (nawiasem mówiąc – polskiego) pracownika przemysłowej farmie.

Szymon Hołownia, „Boskie zwierzęta”

Inna sprawa jest taka, że przemysł mięsny ma dramatyczny wpływ na klimat naszej planety. I ok, ktoś może powiedzieć „Co to zmieni, że jedna osoba przestanie jeść mięso? Przecież to nie powstrzyma produkcji mięsa na masową skalę ani nie zmniejszy emisji gazów cieplarnianych”.

No pewnie nie… Ale ja wierzę, że kropla drąży skałę i uważam, że jeśli więcej ludzi zrozumie, że nie powinniśmy tak bezrefleksyjnie podchodzić do kluczowych dla naszego życia kwestii, to za parę lat może coś się zmienić. Mówię tu nie tylko o jedzeniu mięsa, ale też o kupowaniu wody w plastikowych butelkach czy segregacji śmieci.

Od‌ lat słyszę te same wątpliwości: a jeśli ja nie wezmę dziś z półki tej paczki przemysłowego kurczaka, to sklep go po prostu wyrzuci. Jasne – wyrzuci. Jeśli jednak nie weźmie go z półki jeszcze pięciu klientów, kierownik sklepu zobaczy, że towar nie schodzi, i skoryguje następne zamówienie z magazynu centralnego. Gdy takich ognisk konsumenckiej świadomości zapłonie w kraju więcej, właściciel sieci zacznie rozmowy z producentami: ludzie nie chcą już jeść tego, co hodujecie, chcą jeść coś innego.

Szymon Hołownia, „Boskie zwierzęta”

Już słyszę te głosy: „Ja nie dam rady. Wiem, że nie wyeliminuję całkowicie mięsa z diety, bo jestem zbyt do niego przyzwyczajony/przyzwyczajona”. A ja odpowiem: Wierzę ci. To nie jest łatwe, ale chociaż spróbuj. Nawet częściowe ograniczenie spożywania mięsa ma ogromne znaczenie. A jak ci się nie udaje, to nie przejmuj się. Próbuj dalej.

Jedz mniej mięsa. To absolutnie kluczowe dla twojego zdrowia, zdrowia i życia milionów ludzi, których osobiście nigdy nie poznasz, ale oni kiedyś, na sądzie, z pewnością rozpoznają ciebie. Już dziś chęć zmiany przekuj w zasadę. Jeśli jesteś katolikiem, wróć do tradycji bezmięsnych piątków, bo dziś wiemy już, że nie są one wyłącznie umartwieniem dla ciebie, ale też zbawieniem dla stworzeń (ludzkich i nie), pozostawieniem im na tej samej Ziemi miejsca do życia. Jeśli już je praktykujesz albo nie jesteś katolikiem, wprowadź „bezmięsne poniedziałki”, „bezmięsny marzec” (lub jakikolwiek inny miesiąc), przyjmij zasadę: kolacja zawsze bez mięsa, etc. Sam najlepiej wiesz, co i jak zrobić w swoim życiu, by osiągnąć redukcję spożycia i zakupu mięsa.

Szymon Hołownia, „Boskie zwierzęta”

A więc tak, zupełnie przypadkowo książka Szymona Hołowni zmieniła moje życie. Jestem dumna z tego, że mięsa nie jem i że nawet nie muszę nadwyrężać mojej silnej woli – po prostu nie jem i koniec. Tu nie ma żadnej dyskusji.

Czy ktoś zna podobną książkę o słodyczach? 😦

19 myśli w temacie “Zerwałam z mięsem, po przeczytaniu TEJ książki

  1. W mojej diecie jest coraz mniej mięsa, coraz więcej dań wegetariańskich. Uczciwie przyznaję się, że nie z powodu ideologii, bardziej zdrowia, ale przemawia do mnie fakt, że gdybyśmy my – ludzie jedli mięsa tak mało jak kilkadziesiąt lat temu, nie byłoby problemu z niehumanitarnym chowem. Zbyt wiele ubojni i popyt sprawia, że ludzie przestali zastanawiać się nad tym, co czują zwierzęta.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Myślę, że ludzie nie tylko przestali się zastanawiać, co zwierzęta czują, ale przede wszystkim nie myślą o tym, że mięso bierze się ze zwierząt. Mam wrażenie, że mięso jest po prostu mięsem leżącym w lodówce w sklepie i mało ludzi zdobywa się na refleksję, jak ono się w tej lodówce znalazło. Dlatego ja się bardzo cieszę, że coraz więcej ludzi podchodzi świadomie do tego co je i ogranicza mięso 🙂

      Polubienie

      1. To wszystko prawda, Zuza, z tym drobnym szczegółem, że ludzie nie przestali się przejmować cierpieniem zwierząt, a właśnie dopiero zaczęli. Wychodzimy z ciemnych czasów, gdy etyka i moralność były dyktowane przez zakurzone księgi o pustynnych duchach, a nie poczucie empatii i prosty aksjomat niewyrządzania cierpienia drugiemu stworzeniu. Odwołując się do sprzecznych ze sobą, niejednoznacznych, interpretowanych na tysiące sposobów cytatów z ksiąg religijnych łatwo usprawiedliwić dowolną niegodziwość… lub ją zganić, jak zrobił to Szymon Hołownia 😉

        Polubienie

      2. To prawda. Poza tym większość ludzi myśli, że skoro ludzie od zawsze jedli mięso, to nie ma przeciwwskazań, żeby nadal je jeść. A prawda jest taka, że akurat mięso nie jest zbyt zdrowe. Fakt, że dzisiaj niewiele rzeczy zostało nam z tych w 100 % zdrowych, ale to już temat na inną notkę:)

        Polubienie

      1. To był długi proces i uczenie się nowych smaków. Najpierw wegerarianizm, później krok dalej weganizm. Nic na siłę:) Nawiasem mówiąc, po pewnym czasie diety wegetariańskiej niechcący przestały mi smakować słodycze:)

        Polubione przez 1 osoba

      1. Dziś łatwizna 🙂 Jak pomyśleć o weganach 30 lat temu? 😉 „Trawa i kamienie”, a dziś … wybór jedzenia ogromny. Natomiast jak w każdym byciu „innym” trzeba mieć troszkę grubszą skórę i pewność słuszności swojego wyboru no i … mieć wywalone na opinie innych o sobie 😉 A tak poza tym … to luzik 😉

        Polubienie

  2. Mam wrażenie, że książki Szymona Hołowni ogólnie coś zmieniają w człowieku. Tej nie czytałam, ale już teraz wiem że powinnam i zrobię to. Każdy rodzaj diety wymaga na początku sporo wyrzeczeń, ale niezależnie od tego co kimś kieruje w jej wyborze czy to zdrowie czy przekonania, nie powinien rezygnować. Książek o samej diecie jest multum ale ja w kwestii słodyczy polecam film „all that sugar” – myślę że jego obejrzenie zmieni ogromnie dużo, ale tym razem co do cukru 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ooo, bardzo chętnie obejrzę ten film. Naprawdę potrzebuję czegoś, co pozwoli mi raz na zawsze odstawić słodycze, a do tej pory za każdym razem, kiedy postanowiłam sobie, że od dzisiaj nie jem, to po kilku dniach jednak się łamałam. Dzięki 😀

      Polubienie

  3. Czytałam i nic. Zatwardziały ze mnie mięsożerca, a może moja wyobraźnia działa wybiórczo – pomyślałam. Nie bardzo mi odpowiada łykanie B12, bo od lat mam awersje do pastylek, a bez spożywania mięsa mój organizm dopadnie deficyt tej witaminki fatalnie wpływając na pracę mózgu i układu nerwowego, jak ostrzega mnie zaprzyjaźniony lekarz. Podumałam, podumałam i doszłam do wniosku, że jestem odporna na manipulację. Bo ta cała akcja właśnie nią jest.
    Mówi się, że zwierzęta w czasie uboju cierpią, ale ani słowa o tym, że rośliny posiadają coś w rodzaju układu nerwowego, co sprawia, że odczuwają coś na kształt lęku i bólu, kiedy wcina się je na surowo. czy gotuje. Co więc jeść?

    Polubienie

    1. Wydaje mi się jednak, że rośliny nie czują lęku, bólu i stresu w ten sposób, co zwierzęta. I ja osobiście nie czuję się zmanipulowana tą „wege modą” 😛 Uważam, że ograniczenie mięsa jest potrzebne i zdrowe. Ja sama jestem beznadziejna, jeśli chodzi o regularne łykanie tabletek i nie suplementuję B12 (chociaż wiem, że powinnam), a wyniki badań jak dotąd mam dobre 😛 Chociaż wiem, że każdy organizm reaguje inaczej na zmiany diety, więc możliwe, że akurat u Ciebie wystąpiłyby jakieś skutki uboczne, kto wie…
      Ale wiesz, nic na siłę 😉 Myślę, że taka radykalna zmiana diety powinna być osobistą decyzją każdego człowieka, więc ja też nikogo nigdy nie nawracam na wegetarianizm na siłę 😀

      Polubione przez 1 osoba

  4. Rzecz nie w tym, czy ktoś czuje się zmanipulowany, czy nie. Ja tak ogólnie oceniam społeczną akcję promowania menu vega jako manipulację, bowiem każda akcja oparta na powodowaniu emocji to manipulacja.
    Ponieważ cierpienie zwierząt nie wywołało powszechnego przechodzenia na dietę vega, wymyślono, że to zwierzęta hodowlane odpowiadają za ocieplenie klimatu, więc należy obłożyć wysokimi podatkami hodowców, co spowoduje podniesienie cen sprzedaży, a tym samym zniechęci społeczeństwo do spożywania mięsa. Widać i to nie przyniosło spodziewanego skutku, bowiem w ostatnich dniach media rozpowszechniają wiadomość, że ludzie gremialnie przechodzą na dietę vega. Wobec drastycznego podwyższenia cen warzyw i owoców w Polsce, oceniam to jako wyssane z palca, bowiem statystyki (oraz osobista obserwacja) mówią, że polskie społeczeństwo bogate nie jest.
    Przeczucie mówi mi, że wcale nie chodzi o cierpienie zwierząt, czy ocieplenie klimatu.
    Pamiętajmy, że życie trwa tylko dlatego, że żywe organizmy na sobie pasożytuję.

    Przytoczyłam info na temat reagowania roślin na ich spożywanie, aby zwrócić uwagę na to, że każdy żywy organizm cierpi kiedy się go pozbawia życia. A, że ludzie nie odbierają tego za pomocą swoich zmysłów, w odniesieniu do roślin, to inna sprawa.

    Jestem zdania, że należy kierować się potrzebami swojego organizmu. Kiedy ma się ochotę zjeść kotleta to powinno się to zrobić. To samo z roślinami.

    Abstrahując od tego co napisałam, od pewnego czasu interesuję się tematem vega sięgając do info z pierwszej ręki. Ciekawi mnie w jak sposób i w jakim zakresie wpływa to na ludzki organizm. Niestety wszystkie książki na ten temat, z którymi dotychczas się zetknęłam, są tubą propagandową. Stąd moje zainteresowanie Twoim blogiem. 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s