Sentymentalny wehikuł czasu – „Krakowska lekkość bytu” w Teatrze Ludowym

Żałuję, że nie znałam tamtego Krakowa sprzed lat, kiedy było tu mniej turystów, mniej meleksów, mniej smogu i mniej pośpiechu, ale za to więcej spokoju, więcej powietrza i więcej przestrzeni. Żałuję, że nie byłam świadkiem dni świetności Piwnicy pod Baranami, że nie przesiadywałam w legendarnym Vis-a-vis, ani w Pięknym Psie, że nie widziałam śpiewającego na Floriańskiej Maleńczuka i nie poznałam nigdy Szajbusa. To uczucie, że coś mnie ominęło mam dopiero od paru dni, chociaż w Krakowie mieszkam od lat sześciu. Po obejrzeniu „Krakowskiej lekkości bytu” zauważyłam, jak trudno jest poczuć dzisiaj klimat dawnego Krakowa.

Krakowski stan umysłu

„Krakowska lekkość bytu” to najnowsza premiera Teatru Ludowego w reżyserii Łukasza Czuja i muszę przyznać, że jest iście czujowym dziełem. Jako że nie jest to pierwszy spektakl tego reżysera, który oglądałam, od początku wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Nie doszukujcie się tu jednej historii z puentą. „Krakowska lekkość bytu” to raczej próba uchwycenia klimatu miasta, a postaci kreowane przez aktorów inspirowane były prawdziwymi bywalcami knajp, klubów i ulic Krakowa. A wszystko podane jest nam w formie pięknych piosenek z tekstami genialnego Michała Chludzińskiego (współpracującego z Łukaszem Czujem już od X lat) oraz z muzyką Marcina Partyki.

„Krakowska lekkość bytu” ma dwa wymiary: sentymentalny i edukacyjny. Dla mnie, osoby, która mieszka w Krakowie od niedawna, miała przede wszystkim wymiar edukacyjny, chociaż przyznaję, że żeby odgadnąć, kim inspirowali się autorzy musiałam porozmawiać z osobami, które tamte czasy pamiętają, w tym z Łukaszem Czujem.

fot. Klaudyna Schubert [https://ludowy.pl/pl/spectacle/krakowska-lekkosc-bytu]

Krakowskie świry

Aktorzy z zespołu Teatru Ludowego stworzyli fascynujące fuzje postaci przemykających niegdyś po krakowskich ulicach. Jan Nosal był trochę Szajbusem, wariatem z knajpy Vis-a-vis, a trochę Leszkiem Białym zwanym Wodzem, innym krakowskim dziwakiem. Jestem jednak pewna, że żaden z tych ekscentryków nie śpiewał tak, jak Jan Nosal. Kiedy wchodził w wysokie dźwięki, to dosłownie szukałam szczęki na podłodze. Coś niesamowitego!

W postaci Tadeusza Łomnickiego odnaleźć można Piotra Skrzyneckiego, twórcę Piwnicy pod Baranami. Ryszard Starosta śpiewa m.in. piosenkę a’la Maciej Maleńczuk. W postaci Katarzyny Tlałki odbijają się sylwetki królowych nocy, pięknych kobiet przesiadujących w barach i uwodzących mężczyzn. Marta Bizoń kreuje barmankę Alchemii nazywaną Winia. A Roksana Lewak, chociaż zupełnej pewności nie mam, uosabia wszystkie zwariowane dziewczyny, które czasem w nocy dochodziły do wniosku, że to miasto je denerwuje i chodziły po ulicach nago.

W spektaklu znalazło się też kilka komentarzy do współczesnego Krakowa i jego mieszkańców. Mamy wzmiankę o niedawnej aferze z kamienicą Banasia (uwielbiam te polityczne aluzje w spektaklach Łukasza Czuja!), jest piosenka o szalonym meleksiarzu i o weganach jedzących jarmuż i uprawiających jogging na Plantach. Dowiadujemy się też o bardzo mądrym kocie, o którego mądrości świadczy fakt, że uciekł z Warszawy do Krakowa.

W swoich utworach Chludziński wspomina też o wielu innych wybitnych osobistościach związanych z Krakowem, m.in. o Sławomirze Mrożku, Jerzym Pilchu czy Andrzeju Wajdzie. Przytaczane są też miejskie legendy i autentyczne historie, np. o znanym filmowcu, który w czasach studenckich miał zwyczaj odpalać gaśnicę w akademiku.

fot. Klaudyna Schubert [https://ludowy.pl/pl/spectacle/krakowska-lekkosc-bytu]

Klimat Krakowa

Jestem pewna, że osoby znające to miasto przeżyją niesamowitą podróż w czasie i przestrzeni do piwnicznego, pachnącego słodką żołądkową gorzką życia Krakowa. Nie bez powodu ten spektakl wystawiany jest na malutkiej Scenie pod Ratuszem Teatru Ludowego, zaraz obok Sukiennic i naprzeciwko Piwnicy pod Baranami.

Dodam jeszcze, że muzyka w spektaklu grana jest na żywo, co tworzy niepowtarzalny klimat. Przepiękne kostiumy zaprojektowała Elżbieta Rokita. Sukienkę Marty Bizoń mogłabym mieć w swojej szafie, a marynarka Roksany Lewak ze złotym smokiem na plecach jest na mojej liście ubrań do uszycia.

Kraków ma w sobie COŚ, czego, moim zdaniem, nie ma żadne inne miasto, w którym byłam. I mimo że teraz na Rynku częściej niż język polski słychać język angielski, a po uliczkach jeżdżą meleksy wożące turystów, to przecież Piwnica pod Baranami wciąż istnieje, tak samo jak Vis-a-vis, Alchemia i nawet Piękny Pies. Hejnał wciąż gra tak samo, woda w Wiśle nadal płynie i kiedy się zatrzymamy, poczujemy obecność duchów niezwykłych artystów sprzed lat.

2 myśli w temacie “Sentymentalny wehikuł czasu – „Krakowska lekkość bytu” w Teatrze Ludowym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s