Wiedźmin, Padme Amidala i pierwsza feministka – książkowy wrap up stycznia 2020

Bardzo bym chciała posiąść umiejętność szybkiego czytania. Mam tyle książek w backlogu, że do końca życia tego nie przeczytam, ale trzeba chociaż próbować, prawda?

Lecimy z tym wrap up’em stycznia!

Netflix ma tyle hajsu na marketing, że naprawdę udało im się wywołać u mnie ekscytację serialem, kiedy na każdym kroku w Krakowie spotykałam plakaty z Geraltem. Serial był super i na fali pozytywnych emocji z nim związanych wróciłam do książek Sapkowskiego.

Wróciłam, bo rok temu przeczytałam dwa pierwsze zbiory opowiadań. Teraz w końcu mogłam przejść do powieści. „Krew elfów” czytałam z zapartym tchem. Najbardziej polubiłam początek, kiedy Ciri jest trenowana na wiedźminkę. Bardzo mnie rozczula relacja Ciri z Geraltem, ale za to nie żywię zupełnie sympatii do Yennefer.

No i wiecie, „Wiedźmin” to „Wiedźmin”. To jest naprawdę dobra książka.

8/10

Od razu po „Krwi elfów” zaczęłam „Czas pogardy”, ale (teraz będzie bluźnierstwo) ta historia zaczęła mi się nudzić :O

Myślę, że negatywnie na odbiór „Czasu pogardy” wpłynął mój powracający hype na Star Warsy (po premierze ostatniej części sequeli). Interesowały mnie tylko historie o rycerzach Jedi i rebeliantach, więc już nie poświęcałam tyle uwagi na czarodziejki i wiedźminów.

Aaaale „Czas pogardy” był też świetny, abstrahując już od hype’a na cokolwiek. Bunty, walki, no i zakończenie było baardzo interesujące. Na pewno kiedyś do tej historii wrócę.

7/10

Z bólem serca muszę przyznać, że to nie była dobra książka. Do przeczytania tylko dla absolutnych psychofanów Star Warsów, którzy nie chcą się ograniczać do historii z filmów. Ta książka nie miała żadnej struktury, była płaska, wydarzenia nijakie, a najwięcej uwagi autorka przykładała do tego, jak Padme przebiera się w coraz to nowe stroje.

Plusem jest to, że dowiadujemy się z tej książki jak działa Galaktyczny Senat, poznajemy senatorów, którzy są w filmach nieobecni, no i Padme wreszcie dostaje tyle uwagi, na ile zasługuje. Akcja książki dzieje się 5 lat po wydarzeniach z „Mrocznego widma”.

Jeśli nie jesteś fanem Star Warsów, to nie polecam.

4/10

Po stokroć byłoby szkoda, gdyby kobiety pisały tak, jak piszą mężczyźni, żyły, jak żyją mężczyźni, lub zaczęły wyglądać tak jak oni – biorąc pod uwagę różnorodność świata, z trudem wystarczają nam dwie płcie, jak zatem dalibyśmy sobie radę, mając tylko jedną? Czy wykształcenie nie powinno podkreślać i umacniać różnic raczej niż podobieństw?

Virgina Woolf

Ten cytat tak mi się podoba, że chyba go sobie nad łóżkiem powieszę.

„Własny pokój” jest klasyką literatury feministycznej i kiedy uświadomisz sobie, że Virginia Woolf napisała go prawie 100 lat temu, będziesz na pewno pełna_en podziwu.

„Własny pokój” czyta się dość trudno. Napisany jest trochę jak strumień świadomości. Opisuje ciąg myśli, które doprowadziły autorkę do ostatecznych wniosków na temat roli kobiet w literaturze.

Jest trudny, ale jest wypełniony mądrością. Jeżeli ktoś jeszcze uważa, że feminizm to niechęć do mężczyzn, otwieranie sobie samej drzwi w restauracji i wnoszenie lodówki na 6. piętro, to polecam przeczytać 😉

To konkretne wydanie, które posiadam zawiera też eseje Sylwii Chutnik i Karoliny Sulej o sześciu polskich feministkach.

9/10


Pierwszy miesiąc i 4 książki. Nie najgorzej 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s